Sposób na zysk
Posłuchaj – mówił do słuchawki. – Tylko posłuchaj. Znałem tę randi, kiedy jeszcze ciągnęła laury przez całą noc za pięć tysięcy rupii. A teraz zrobiła się z niej taka wielka gwiazda, że chce trzy lakhi za to, że przez godzinę posiedzi w samolocie? Za przecięcie jednej wstęgi? Nie bądź śmieszny. – Rozmawiał z sekretarzem Sonam Bhandari, negocjując osobiste pojawienie się gwiazdy. Słuchał, a potem zaczął mówić głosem rzeczowym, niedopuszczającym bzdurnej dyskusji. – Mogę dać jeden lakh. Otwieram linię lotniczą, a nie fundusz dla skończonych gwiazdek. Jeden lakh. – Krawiec brał miarę od pasa do podłogi. – Ile? Zgoda. Półtora. Załatwione. Jeszcze dzisiaj wyślę pięćdziesiąt tysięcy. Dobra. – Odłożył telefon. – Załatwione – powiedział do mnie. – Na lot przybędzie gwiazda filmowa. Będziemy w telewizji.
- Ty będziesz w telewizji – poprawiłem go. – Nawet nie zbliżę się do twojego samolotu.
- Nawet jeśli na pokładzie będzie Sonam Bhandari? – zapytał. – Kiedy zobaczysz, jak ona potrząsa swoimi kokosami, zapomnisz o swoim transporcie.
- Żadna kobieta nie ma takich kokosów, które mogłyby spowodować, żebym o tym zapomniał.
Ponownie odezwał się, kiedy już krawiec, pozbierawszy swoje zapiski i próbki, wyszedł z pokoju.
- Zrobiłeś wszystko, co się dało. Teraz pozostaje nam tylko czekać.