W tym momencie Dandi-swami zapadł w głęboki medytacyjny trans, i dokładnie w tej samej chwili, zanim jeszcze zdążyliśmy przejść do zasłużonej kary i żalu biznesmena, Ćhota Badrija klepnął mnie w ramię i szepnął:
- Chodźmy, bhai.
Na zewnątrz podał mi telefon. Odebrałem go w towarzystwie Paritosza Śaha, Ćhoty Badriji i jego brata Bary Badriji. To był dla nas moment przełomowy. Poprzedniej nocy jeden z naszych agentów organizujących przerzut w Golghat spędził w Kolabie noc z dziewczyną o imieniu Simki. Read more…
Czekać i czekać, i czekać. To oczekiwanie było dla mnie katorgą.
- Posłuchaj – powiedziałem. – Nie chcę czekać. Musimy coś zrobić.
- W takich chwilach potrzebna jest pomoc – odrzekł, zerkając chytrze.
- Odprawmy pudźę.
- Dobra.
- Co, naprawdę? Naprawdę chcesz? – Nic dziwnego, że się tak zdumiał: przez wszystkie lata naszej znajomości nigdy nie odmawiałem modlitwy, nigdy nie prosiłem o boże łaski, a prasad jadłem tylko jako przekąskę. Read more…
Posłuchaj – mówił do słuchawki. – Tylko posłuchaj. Znałem tę randi, kiedy jeszcze ciągnęła laury przez całą noc za pięć tysięcy rupii. A teraz zrobiła się z niej taka wielka gwiazda, że chce trzy lakhi za to, że przez godzinę posiedzi w samolocie? Za przecięcie jednej wstęgi? Nie bądź śmieszny. – Rozmawiał z sekretarzem Sonam Bhandari, negocjując osobiste pojawienie się gwiazdy. Słuchał, a potem zaczął mówić głosem rzeczowym, niedopuszczającym bzdurnej dyskusji. – Mogę dać jeden lakh. Otwieram linię lotniczą, a nie fundusz dla skończonych gwiazdek. Read more…
Być może postrzegali nas jako rosnące zagrożenie i postanowili nas załatwić.
- Tylko tyle wiemy? – zapytałem.
- To wszystko, bhai.
Od ogarniającej mnie wściekłości aż rwało mnie w stawach, a w żołądku czułem pulsowanie. Łaknąłem krwi. Ale powoli, trzeba zachować spokój. Sulej man Isa był duży. Musiałem mieć pewność.
- Zadzwoń do Samanta. Znajdź go, gdziekolwiek jest. Muszę z nim porozmawiać. Read more…